home | login | register | DMCA | contacts | help | donate |      

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add

- advertisement



XV. Polozenie sie zmienia

Droga do Pacyfiku zostala dla nas zamknieta. O ile ja z moim starym towarzyszem podr'ozy, jako Polacy, mogli'smy jeszcze spodziewa'c sie przyzwoitego obej'scia ze strony urzednik'ow chi'nskich, to juz w zadnym razie nie mogli oczekiwa'c tego oficerowie rosyjscy mego oddzialu.

Nie uwazalem za's za mozliwe pozostawienie ich wlasnemu losowi; wobec tego postanowilem szuka'c innych dr'og wyj'scia z ciezkiego polozenia.

Rozwazywszy starannie sytuacje doszedlem do przekonania, ze mamy przed soba jedno tylko wyj'scie.

Musimy omina'c miasta mongolskie z chi'nska administracja i z zalogami, przecia'c Mongolie z p'olnocy na poludnie, przej's'c przez zachodnia cze's'c pustyni Gobi w obrebie posiadlo'sci chana Jassaktu i plemion Wewnetrznej Mongolii i mozliwie szybko i skrycie przeby'c sto kilometr'ow przez chi'nska prowincje Kansu, aby wej's'c do Tybetu. W tym tajemniczym kraju spodziewalem sie spotka'c konsul'ow angielskich i z ich pomoca dotrze'c do jednego z port'ow Oceanu Indyjskiego.

Zupelnie wyra'znie przedstawialem sobie i swoim towarzyszom trudno'sci tej nieoczekiwanej wyprawy, lecz nie mieli'smy nic innego do wyboru.

Pozostawalo: albo uczyni'c te ostatnia szalona pr'obe, albo zgina'c z rak sowieckich kat'ow lub w wiezieniu chi'nskim.

Gdy wyluszczylem swoim ludziom obmy'slony plan, nie tajac przed nimi nowych niebezpiecze'nstw, trud'ow, oraz znacznej dozy szale'nstwa, jaka cechowala m'oj projekt, wszyscy odpowiedzieli jednoglo'snie, szybko i kr'otko:

Niech profesor prowadzi, idziemy za panem!

Na nasza korzy's'c przemawiala jedna okoliczno's'c.

Mogli'smy nie obawia'c sie glodu, gdyz wojna, zywiac wojne, dala nam spore zapasy herbaty, tytoniu, zapalek, koni, siodel, broni, ubrania i obuwia, zdobytych na zabitych wrogach.

Dobrze przestudiowawszy mape Azji Centralnej, kt'ora posiadal jeden z oficer'ow, nakre'slilem nastepujacy plan naszej wyprawy:

Od rzeki Iro p'ojdziemy na poludniowy zach'od, pozostawiajac z prawej strony miasto Uliasutaj i kierujac sie na koczowisko Caganluk, przejdziemy posiadlo'sci chana Jassaktu i dotrzemy do grzbietu Boro. Tu dopiero bedziemy mogli zatrzyma'c sie na dluzszy popas dla wzmocnienia sil je'zd'zc'ow i koni.

Nastepnym etapem bylaby wyprawa przez zachodnia cze's'c Wewnetrznej Mongolii, pustynie Mala Gobi, czyli Naron-Khuhu-Gobi, przej'scie przez grzbiet Khara, szybki poch'od nocny przez Kansu, gdzie musieliby'smy omina'c z zachodu miasto chi'nskie Suczou i po przekroczeniu wysokich szczyt'ow Na'n-Sza'n, wej's'c do p'olnocnego Tybetu w granicach obwodu Koko-Nor, w kierunku 'zr'odel rzeki Yan-Tse-Kiang.

Dalej juz slabo wyobrazalem sobie polozenie geograficzne, chociaz pamietalem i sprawdzilem na naszej mapie, ze grzbiety g'orskie na zach'od od Yan-Tse oddzielaja basen tej olbrzymiej rzeki chi'nskiej od systemu rzeki Brahmaputry w Birmie, gdzie naturalnie powinni'smy spotka'c zalogi i wladze cywilne angielskie, o ile nie spotkaliby'smy ich na terenie Tybetu.

W Anglii mam przyjaci'ol, znaja mnie dziennikarze i niekt'orzy mezowie stanu, wiec mialem pewna podstawe, aby spodziewa'c sie go'scinno'sci i dora'znej pomocy w dalszej podr'ozy juz do Europy.

Lecz plan ten ukladalem na brzegu Iro, do kt'orej dochodzily odnogi g'or Tarbagatajskich i Kosogolskich.

Anglicy za's byli bardzo daleko, za grzbietami Ala-Sza'n, za tajemniczym Tybetem wielkiego i trzykro'c 'swietego Dalaj-Lamy, za murem 'swiata Himalajami!


XIV. Rzeka diab la | Zwierzęta, ludzie, bogowie | XVI. Poch \od widm