Book: Jak pomnę



Stanisław Wyspiański

Jak pomnę[1]

Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Nowoczesna Polska.

Jak pomnę, stała na stopniu wiodącym do cieni

dużej altanki, wolnej od słońca promieni,

bo chociaż była obszerną przestrzenią,

to jednak cała usłana zielenią

krzewu — co uporczywie piąć się nie przestawał

po ścianie i po słupach — przez co cień jej dawał;

liściem i gałązkami zamknąłby ją całą,

gdyby nie obcinany był wciąż rączką dbałą

ogrodniczki — tą właśnie była ona sama.

Stała tak w drzwiach altanki ujęta jak w ramce

zielenią w koło — na tle tej zieleni

ciemnej

zdała się główka jej blaskiem promieni

odbijać dziwnie jasno — jakby do jej czoła

dodano ową świetlną przepaskę anioła.

O, bo anielską duszę miała — ku kochaniu

skłaniała wszystkich zaraz po jej poznaniu. —

Prawie nie uważała na mnie — wciąż patrzała

przed siebie — nie wiem zaś, co by znaczyła

boleść ta w jej twarzy — zamglone

jej łagodne oczy — ozdobione

zaledwie widzialnymi łzami

zdały się jak szafiry oprawne perłami,

że trzeba było tylko — choć jedno wzruszenie

więcej — jednego ruchu powiek, żeby to cierpienie,

co w głębi duszy tkwiło przytłumione

wybuchło naraz w rzewny płacz zmienione,

taką widziałem wtenczas smutną. — Wina zwoje

jakoby pochylały się nad nią płaczące

i dla jej żalu współczucie niosące

łzę otrzeć chciały z oka, lub ubrać jej głowę,

ze żywych liści kwieciem zdobiąc włosy płowe.

Sądziłem, jakby przez swe igranie swawolne

dokoła twarzy — może były zdolne

spłoszyć smutek z jej lica — z czoła myśl posępną

aby się stała bardziej szczerą i przystępną…

I nagle wietrzyk, co zrazu spokojnie

długie, splecione chwiał gałązki krzewu

w takt szumu drzew i ptasząt miłych śpiewu:

zerwał się silniej — liściem niepamiętny

musnął po twarzy ją — nadto natrętny

dotknął ust — a czytaną mnie kartę przewrócił.

Nie zgadłem czy dlatego, że ją śmiały zbudził

z marzeń jej drogich — czy może wspomnieniem

dawnym rozranił serce: — dosyć, że westchnieniem

pierś się podniosła — jedna łezka się stoczyła

po licu bladym…

A że pozwoliła

u stóp mi swoich siedzieć — więc patrząc w jej oczy —

marzyłem, przeglądając się jakby w przeźroczy,

w jej duszy czystej — — właśnie rozłożoną

książkę czytałem: — łza na odwróconą

spadła mi kartę. — Poznałem, że była

zasmucona — że boleść swą przede mną kryła.

Ona spostrzegła — zmieszała się — biała

jej twarz rumieńcem zapłonęła cała.

Przeczuła, że jej boleść stała mi się jawną —

usta zadrżały prośbą — i z bladych niedawno

poczęły mienić barwą róży i koralu. —

Zdało się, że patrzyła wzrokiem pełnym żalu

za czymś, co stało się pomimo woli —

prosiła: nie wspominaj o tym, co mnie boli.

Potem odeszła prędko — ja nie rozumiałem

z tego wiele — zdziwiony — dalej skoro czytać chciałem —

rzecz dziwna — w miejscu gdzie karta zroszona

łzą: przeczytałem: miłość zawiedziona.

Jak pomnę — wiersz powstał w Korabnikach pod Krakowem na przełomie 1888–1889 r.




home | my bookshelf | | Jak pomnę |     цвет текста   цвет фона   размер шрифта   сохранить книгу

Текст книги загружен, загружаются изображения



Оцените эту книгу